.

.

wtorek, 8 lipca 2014

Siostra pustki część III



Czułam jego ból. A on był wielki i ciężki..Tak wielki, że nawet nie umiem go opisać. To było coś w stylu, jak gdyby ktoś rozrywał mnie na najmniejsze cząsteczki i rozrzucał je gdzie popadnie.

Szliśmy dalej w ciszy. Ciało milczało, lecz dusza krzyczała, krzyczała i płakała. Naprawdę nie potrafię Wam tego wytłumaczyć, wybaczcie.

Rozpadało się jeszcze bardziej. Nikt nie widział naszych łez, wtopiły się w litry wody, "spływającej" z gęstych i ciemnych chmur, które swym wyglądem przypominały kłęby kurzu z pod szafy nie sprzątanej parę ładnych miesięcy..

Doszliśmy.. Przed naszymi opuchniętymi oczami ukazał się kamienny, szary, gruby mur z cegieł i furtka cmentarna. Westchnęłam i cichym głosem spytałam, "gdzie leży Twoja ukochana?"... Michał spojrzał na mnie jednym okiem, po czym powiedział 'choć za mną'. Milcząc poszłam - wpatrując się w ziemie.
Nagle przyszła mi do głowy myśl, że kupie bukiecik kwiatów. Miałam w kieszeni jeszcze 24 złote, które miałam wydać na obiad, ale poczułam iż Ona była ważniejsza teraz od mojego brzucha. Zresztą? Jak zwykle nie miałam apetytu..

Chłopak nie odzywając się ani słowem, zrobił to samo co i ja. Kupiliśmy dwa bukiety róż. .Po czym odezwał się do mnie, patrząc na krwisto czerwone płatki - to były jej ulubione kwiaty..Kochała róże, wpinała je wiosną we włosy- wyglądała cudownie..Była taka piękna. Taka niewinna.. Dlaczego więc ja ją zostawiłem ? Kurwa dlaczego !? - Niewytrzymująca przeklną na cały głos. Aż jakaś grubsza, w podeszłym wieku babcia chciała zacząć awanturę podchodząc do nas i chamskim głosem tłumaczyć ze to cmentarz i "poległym" (co zabrzmiało głupio w jej ustach) należy się szacunek. Odeszliśmy bez komentarza, a ona ciągnęła swoje. Nie miałam ochoty na dyskusje ze staruszką. Najmniejszej ochoty. Szła za nami jak jakaś nawiedzona ;-; ...Odwróciłam się, ponieważ zaczęło mnie już to wkurzać i powiedziałam - "Dobrze, rozumiem. Sorrka ? Wystarczy ? Zostawi nas pani ? ...Dzięki". Kobieta spojrzała na mnie oburzonym wzrokiem jak gdyby miała zaraz znowu się awanturować, ale milczała. Stanęła. Nie ruszała się... Stała..

A my poszliśmy dalej.
Michał wskazał palcem przed siebie, mówiąc; "widzisz ten grób, ten koło sosny, taki z marmuru z kamiennym krzyżem?". -Pokiwałam głową porozumiewawczo.


Podeszliśmy do nagrobka i złożyliśmy na nim kwiaty, przeżegnaliśmy się i 'modliliśmy'. Tak przynajmniej mi się zdaje. Jestem osobą nie wierzącą i nie znam żadnej z modlitw robiłam 'to' po raz pierwszy w swoim życiu. Wiedziałam jednak jak się zachować,bo widziałam podobne sceny nie raz w filmach..

Mówiłam do 'Boga' (w którego nie wierze), ale czułam że muszę. Po prostu muszę.. Rozmawiałam z nim w myślach. Takiego mętliku w głowie nie miałam dawno.. Pytałam się "Go" ; "Dlaczego ona ?, Co Ci zrobiła ?!, Dlaczego jej nie pomogłeś ?!"..Tak jak i myślałam. Nie dostałam odpowiedzi. Ani jednej.. I jak mam w tego ich "Boga" wierzyć ?! Jak..?

Zastanawiało mnie z jakiego powodu to zrobiłam. Wydawało mi się, że umarła moja siostra. Moja siostrzyczka. ALE JA JEJ NIE ZNAŁAM ! Widziałam ją raz w życiu przez jakieś 10 minut jazdy autobusem... Pamiętam tylko jej smutne, duże oczy. A mimo to była mi "tak bliska" i "tak daleka". -Ooooo, kolejna rzecz, której zapewne nie zrozumiecie, choć... Nie wiem. Może Wam się uda. Wyobraźcie sobie siebie na moim miejscu. Trudne troszkę, wiem.

Podeszłam bliżej Chłopaka. Opłakana chwyciłam go leciutko za rękę. była to najdziwniejsza rzecz jaka kiedykolwiek mi się przydarzyła.

On zacisnął moją dłoń i przytulił.
Prawie nieznany mi 18-sto latek jest mi tak bliski. Dlaczego ?!
Ja nie ufam ludziom ! Dlaczego on !? Dlaczego?! ...Może to przez ten smutek ? Chyba oboje nie wytrzymywaliśmy. Rozryczeliśmy się w tej chwili jeszcze bardziej niż ostatnio.


Zaczęłam powtarzać cichutko. " Nie płacz, Nie płacz, Nie płacz..."



To nie Twoja wina ! Nie Twoja... Ona tu jest. Ona tu jest..


Michał wymamrotał... Gdzie jest qrwa ? Nie ma! Nie ma jej !


...Jest tu. Ludzie gi-gi-giną codzien-n-ie... Rodzina, przy-rzyjaciele.. Znajomi, bliscy... - jąkałam się przez łzy - Ale oni zawsze bedaa... z na- nami... Tu... - Pokazałam palcem na jego serce. My, my nigdy o nich nie zapomnimy...Ona..Ona, tu jest. i będzie... Be-ebedzie...


Chłopak poniósł na mnie wzrok.. Otworzył usta. Ale milczał..

Uśmiechnęłam sie przez łzy. "Nie mów nic. Czuj... " powiedziałam. Sama nie wiedząc do końca co mówie..

Wyszliśmy z cmentarza. Czułam, że nie przełknę nic po mimo to spytałam chłopaka; "Chcesz skoczyć ze mną do Maka albo jakiejś kawiarenki?"
Chętnie Merry..Chętnie..

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz